Tag Archives | dyscyplina

Od czego zacząć?

(050114-RREI-8195) Washington DC Jan. 14, 2005 LAYC LAMB Public

Dziecko w przedszkolu Montessori w Stanach Zjednoczonych, foto: Rick Reinhard / Bread for the World CC BY-NC-ND 2.0

Właśnie odkryliśmy Montessori i to jest to! Od czego zacząć?

Potraktuj priorytetowo własną edukację

Radzę zainwestować w jak najlepsze szkolenie Montessori dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości, w przeciwieństwie do jak najlepszych pomocy lub “zabawek”. Możliwości jest wiele: pełne kursy dyplomowe, jednorazowe seminaria oraz indywidualne konsultacje. Jeśli Twoje dziecko uczęszcza do placówki pracującej zgodnie z zasadami Montessori, nie będziesz potrzebować kursu dla nauczycieli, lecz edukacja dla rodziców okaże się bardzo pomocna. Jeśli zamierzasz uczyć, dyplom renomowanego ośrodka kształcenia nauczycieli Montessori na poziomie, którego uczysz, jest konieczny. W każdym wypadku warto czytać.

Z odrobiną wiedzy i dużą ilością pomocy nie pomożesz dziecku w takim stopniu, jak z solidnymi podstawami Montessori i stopniowym nabywaniem materiałów. Świadomy dorosły jest kluczowym elementem przygotowanego otoczenia.

Zaufaj dziecku

Tak samo jak ufasz, że kod genetyczny dziecka zapewni jego tęczówce określony kolor oraz że wytworzy nowe komórki, aby zagoiło się rozbite kolano, zaufaj psychicznemu planowi rozwoju, który jest obecny u każdego człowieka. Edukacja w sensie montessoriańskim to naturalny proces, który rozwija się spontanicznie w istocie ludzkiej. Może się wydarzyć jedynie wtedy, gdy dzieci robią coś same w wolności.

Jeśli powiesz: “nasze dzieci nie są gotowe wziąć na siebie tyle odpowiedzialności”, niewątpliwie doprowadzi Cię to do wydeptania im ścieżek nakoło miejsc, w których mogłoby zajść autentyczne doświadczenie Montessori.

Zaufaj sobie

Gdy odkrywamy Montessori, często jesteśmy olśnieni geniuszem dr Marii Montessori, lecz nie możemy zapominać, że była ona naukowcem obserwującym geniusz natury. Obserwacja połączona z cierpliwością i dokładną interpretacją to podstawa praktyki montessoriańskiej.

Proszę, przyjdź i zobacz w jaki sposób dzieci funkcjonują w przygotowanym otoczeniu. To pozwoli Ci zaobserwować, do czego są zdolne, gdy usunie się przeszkody stojące na drodze ich spontanicznej aktywności. Możesz śmiało przyjść, gdy w lokalnej placówce Montessori jest dzień otwarty. Możesz także zapytać o możliwość hospitacji – większość placówek chętnie pozwoli na godzinę czy dwie obserwacji.

To, co zaobserwujesz, wyznaczy drogę Twojej praktyki do usuwania przeszkód stojących na drodze dziecka w otoczeniu oraz do stawiania właściwych pytań. Kiedy zobaczysz, a nawet zachwycisz się tym, co jest możliwe, zaufasz, że najlepiej jest podchodzić do dzieci z szacunkiem i życzliwością w każdej sytuacji.

Rozpocznij od konkretnych zadań

Ważne jest, by codziennie wykonać konkretne zadanie. Postaw sobie za cel umożliwić dzieciom, aby codziennie były produktywne. Wspólne upieczenie chleba lub zgrabienie liści w ogrodzie przynosi autentyczne poczucie sukcesu.

Możesz mieć kompletny materiał Montessori na półkach, ale jeśli dzieci nie doświadczą go same w wolności, nie spełni on zadania, do którego został zaprojektowany. Jedyna aktywność edukacyjna to ta, którą dziecko samo wybrało w wolności.

Większość dzieci na początku wybiera ćwiczenia życia praktycznego. Przygotowanie jedzenia, podlewanie roślin, mycie okna lub szorowanie stołu – cokokolwiek, co pozwoli im przeprowadzić cykl od początku do końca. Przygotuj wszystkie potrzebne pomoce i zaproś dziecko do skorzystania z nich, kiedy tylko będzie miało ochotę.

Nawet najmniejsze ćwiczenie życia praktycznego prowadzi do wielkich osiągnięć umysłu, przynosi spokój podczas życiowych kryzysów i buduje poczucie pewności siebie, bez którego nie może być postępów, w nauce czy jakichkolwiek innych. Życie praktyczne jest nie mniej ważne dla starszych dzieci niż dla najmłodszych.

Pozwól im posiadać to, co jest ich

Nie wyręczaj dzieci w zadaniach, które są w stanie wykonać i w wyborach, których są w stanie dokonać. Jeśli jeszcze nie są w stanie, pomóż im zrobić to samodzielnie.

Korzystanie z władzy działania i decydowania przynosi poczucie posiadania. Pozwól im posiadać i dbać o swoje rzeczy osobiste, klasę, proces edukacyjny. Brak poczucia posiadania wywoła głód psychiczny, który wprowadzi chaos w innych dziedzinach życia.

Nakrywanie do stołu to zadanie dla dwulatków (i na wszystkich kolejnych poziomach). Planowanie wycieczki szkolnej to zadanie dla uczniów szkoły podstawowej (i na wszystkich kolejnych poziomach). Wszystko zaczyna się od podjęcia próby uczestniczenia.

Modeluj zachowania

Uwaga, to wbrew naszej intuicji. Łatwo jest oczekiwać od dziecka określonego zachowania, a gdy ono zawiedzie te oczekiwania, jesteśmy rozczarowani i zwracamy mu uwagę. Montessori uczy nas przewidywać, co może się wydarzyć, modelować właściwe zachowania wcześniej i zamiast oczekiwać określonych rezultatów, po prostu obserwować. Zalety tego podejścia dla dorosłych są dwojakiego rodzaju.

Po pierwsze, modelowanie zachowań szybciej prowadzi dziecko do internalizacji danego zachowania niż korygowanie. Tak się dzieje, ponieważ istoty ludzkie skonstruowane są w taki sposób, że potrafią odebrać z zewnętrznego świata pozytywny bodziec dla rozwoju jedynie poprzez kanał miłości. Jest to jedyna prawdziwa forma komunikacji, która zdolna jest przeniknąć do wnętrza. Innymi słowy, dziecku o wiele trudniej jest zapamiętać treść naszej negatywnej uwagi niż naszej pozytywnej prezentacji.

Po drugie, obserwacja daje nam bezcenną wiedzę o rozwoju dziecka i o tym, co należy zaprezentować w przyszłości.

Oczywiście gdy zagrożone jest bezpieczeństwo, musimy interweniować szybko i skutecznie. Ale to zdecydowanie nie pora na długie tłumaczenia.

Zalety tego podejścia dla dziecka to dorastanie w atmosferze szacunku i akceptacji oraz bycie wyposażonym w strategie radzenia sobie w sytuacjach, którym ma stawić czoła.

 

Continue Reading

W tym szaleństwie jest metoda, czyli co to jest Montessori

Maria Montessori in Casa dei Bambini

Maria Montessori z dzieckiem przy pracy z materiałem sensorycznym via MontessoriCentenary.org

Kiedy mówię, czym się zajmuję w życiu, słyszę często: “Wiem, Montessori! To taka nowość w przedszkolach. Ale o co w tym chodzi?” Pytanie dobre na egzamin, a jesteśmy przy szybkiej kawie. Ten tekst to moja próba przygotowania się na następny taki kawowy egzamin.

W Internecie można przeczytać, że Maria Montessori urodziła się w 1870 r. we Włoszech (prawda), że była lekarzem (też prawda) i że zaczęło się od dzieci niepełnosprawnych intelektualnie (zgoda). Ale to był zaledwie punkt wyjścia. Podsumować dzieło życia Marii Montessori w zdaniu: psychiatra potraktowała dzieci zdrowe jak chore – to według mnie jakby nazwać Leonarda da Vinci rysownikiem i autorem szkiców. Jest to oczywiście prawda, ale nie dotyka całości fenomenu tej osoby.

Maria Montessori zrobiła pewien eksperyment naukowy, który pozwolił nam zobaczyć, o co chodzi tak naprawdę dzieciom. Kiedy ludzie przychodzili do jej placówki, byli autentycznie zdumieni. Mówili: jak pani to robi, że te dzieci są takie spokojne i zadowolone? Chodzą uważnie i z upodobaniem rozwijają dywaniki, a potem wyjmują po jednym puzzlu z układanki? My też mamy własne dzieci, własne żłobki, przedszkola, szkoły i doskonale wiemy, że to nie może być normalne!

Dlatego opowiedziała o tym, jak to się stało, w 1909 r. w swojej pierwszej książce, której angielski tytuł tłumaczy się jako “Metoda Montessori” (możesz kliknąć i pobrać darmowego ebooka z Gutenberg.org). Już wtedy było wiadomo, że jej eksperyment z Casa dei Bambini jest jak najbardziej powtarzalny i to samo dzieje się już w różnych krajach.

Na to, że to nie może być normalne, Maria Montessori odpowiadała: Ależ to właśnie jest normalne. Dzieci same, z własnej inicjatywy biorą sobie z półki to, co je interesuje. Powtarzają to samo działanie nie tyle z uporem maniaka, co z fascynacją naukowca. Każde kolejne powtórzenie prowadzi do większej precyzji ruchu oraz poczucia: ja to potrafię. Dla dzieci jest to najbardziej normalna rzecz na świecie. Nikt im tego nie narzucił. To nie zewnętrzna presja, ale wewnętrzny proces normalizacji je do tego doprowadził.

W okrzyku: to nie jest normalne! – tkwi ziarno prawdy. Mówi to ktoś, kto posiada zmysł obserwacji i potrafi przyznać się przed sobą, że nie tędy droga. Bo ten ktoś już wie, że nie ma takich próśb, gróźb i socjotechnik, które zmuszą dziecko, aby wyjmowało po jednym puzzlu z układanki, jeśli ono samo nie znajduje w tym radości.

Byłoby wspaniale, gdyby rodzice i nauczyciele  montessoriańscy zawsze posiadali taki zmysł obserwacji i taką uczciwość poznawczą. Bo bywa i tak, że widzimy, że to się nie sprawdza, ale i tak powtarzamy wszystkie nieskuteczne metody wychowawcze świata: poprawiamy, upominamy, zwracamy uwagę. To działa co najwyżej na chwilę, a wtedy odwołujemy się do uczuć wyższych, obiecujemy nagrody, straszymy karami, szantażujemy emocjonalnie. I jesteśmy na koniec zaskoczeni, że spokojnych, zadowolonych dzieci jak nie było, tak nie ma.

Metodą skuteczną jest metoda Montessori, która nota bene , nie jest metodą o tyle, że nie służy tak naprawdę do tego, aby dorosłym pomóc uzyskać “idealne dzieci”, ale dzieciom rozwinąć swój potencjał. Dlatego wielu mądrych ludzi nazywa ją antropologią Montessori (z gr. anthropos – człowiek), bo mówi więcej o tym, co się dzieje z człowiekiem, niż jak wychowywać. Albo systemem pedagogicznym Montessori, bo jak w systemie solarnym, przekonanie, że to Ziemia jest w centrum (czyli pedagog wie najlepiej) czeka istny przewrót kopernikański.

Normalizacja jest jednym ze wskaźników, że metoda Montessori “działa”.  To znaczy, że jest skutkiem, a nie przyczyną. O prawdziwej przyczynie, absolutnej podstawie, Maria Montessori napisała więcej w 1916 r. w książce, której angielski tytuł tłumaczy się jako “Spontaniczna aktywność w edukacji”.

O spontanicznej aktywności dziecka Maria Montessori mówiła od początku – był to bowiem kluczowy warunek eksperymentu w Casa dei Bambini. Jak to się dzieje, że wśród dywaników, puzzli, ramek do zapinania, szorstkich liter i złotych perełek zapominamy o wolności dziecka?

Spontaniczność – to nic innego niż inicjatywa dziecka: ja chcę, mnie to interesuje, to do mnie mówi i sprawia mi radość. Spotykam wielu rodziców mądrych i wrażliwych, którzy uważnie obserwują swoje dziecko i tej spontaniczności chcą dać przestrzeń do działania. Spotykam wielu życzliwych nauczycieli, którzy z uśmiechem mówią: Dzień dobry, jak spędziłaś / spędziłeś weekend? Z czym będziesz dzisiaj pracować?

Jest w metodzie Montessori fundamentalny optymizm – przekonanie, że naprawdę da się w taki sposób być razem z dziećmi. Maria Montessori postulowała: maximum wolności i warunki, aby z tej wolności korzystało każde dziecko. Trzeba mieć tak głęboko zakorzeniony optymizm, żeby zadać niespełna trzylatkowi pytanie: Z czym będziesz dzisiaj pracować? – i uszanować jego wybór. Ale chyba jeszcze trudniej zadać to pytanie dziesięciolatkowi, gdzie w grę wchodzi podstawa programowa, testy i egzaminy.

Jeśli nasuwają się tu pytania: Czy to naprawdę tak dowolnie? Tak spontanicznie? A co się stanie, jeśli… – to bardzo dobrze. Zachęcam, żeby własne pytania potraktować poważnie i wyruszyć na poszukiwanie odpowiedzi. Zachęcam: przyjdźcie i zobaczcie placówkę montessoriańską. Porozmawiajcie z nauczycielami. Czytajcie to, co napisała Maria Montessori. Uczcie się od innych na warsztatach, kursach, konferencjach.

To jest właśnie to, co robią zawodowi montessorianie – napotykamy problemy i szukamy rozwiązań, dokształcamy się i spotykamy, by się wymieniać doświadczeniami. Odwiedzamy inne placówki i obserwujemy. Zapraszamy do siebie kolegów po fachu, aby nam pokazali, w którym miejscu warto spróbować inaczej.

Mamy zatem dwa podstawowe pytania. Pierwsze to pytanie do dziecka: z czym będziesz dzisiaj pracować? Drugie do nas, dorosłych: w jaki sposób pracować, aby była respektowana spontaniczna aktywność dziecka? I na to drugie pytanie odpowiada nam metoda Montessori. 

  Wcześniejsza wersja tego artykułu została opublikowana na stronie Metoda Montessori.

 

Continue Reading