Tag Archives | od czego zacząć

Roztrwonione bogactwo. Część 2. Argumenty za edukacją przedszkolną i edukacją rodziców.

Przedszkole Montessori w Indiach, foto: Nagarjun Kandukuru, CC BY 2.0

Poniższy artykuł został przedstawiony Unesco-Unicef Cooperative Programme w 1981 r. przez Muriel I. Dwyer, dyrektor Maria Montessori Training Organization w Londynie.

Wszystko, co powiedzieliśmy wskazuje, że edukacja rodziców jest jeszcze istotniejsza niż zapewnienie edukacji przedszkolnej, ponieważ w wieku 3 lat dziecko już stało się człowiekiem swoich czasów, miejsca i grupy – innymi słowy, już położyło fundament, na którym zbudowana zostanie cała reszta jego życia.

Edukacja rodziców

Wspomniana edukacja rodziców nie musi być tak skomplikowana, jak się to może wydawać. W wielu krajach rozwijających się istnieją już poradnie zdrowia matki i dziecka, które wykonują fantastyczną pracę nawet w najtrudniej dostępnych regionach. Gdyby ten fundament poszerzono, aby włączyć zarówno psychiczne, jak i fizyczne potrzeby dziecka, żadna nowa instytucja nie byłaby potrzebna. W bardziej rozwiniętych regionach media, w szczególności radio i telewizja, mogą i powinny być stosowane do realizacji tych istotnych zadań.

Kosztowne wyposażenie również nie jest konieczne. Sami dorośli, o ile zostali dobrze poinformowani i przekonani, naturalne otoczenie, w szczególności dom, jakkolwiek skromny – to wszystko, czego potrzeba.

Tym, co wymaga zmiany i otwarcia na szersze horyzonty, są postawy i przekonania dorosłych. Nawet najdroższe wyposażenie na świecie nie pomoże, jeśli postawa dorosłych jest zacofana.

W okresie od 0 do 3 lat należy położyć nacisk na to, by rodzicie wiedzieli, że dobre odżywianie jest istotne nie tylko dla zdrowia fizycznego ich dzieci, lecz także dla ich rozwoju intelektualnego. Należy im także wyjaśnić, jak ważne jest, by pozwolili dziecku być aktywnym, poznawać przez eksplorację, robić samemu to, do czego jest zdolne, np. mycie, jedzenie i te prace, których wykonywanie widzi w domu. Ważne jest, aby odpowiadali na jego pytania i pozwolili mu mówić, opowiadali mu historie, pokazali mu różne rodzaje kwiatów, kształtów, kolorów, muzyki itp. – aby faktycznie pomogli mu zapoznać się ze wszystkim, co jest w domu i jego najbliższym otoczeniu.

W okresie od 3 do 6 lat dziecko ma potencjał, aby poszerzyć, pogłębić i skonsolidować to, co zdobyło w pierwszych trzech latach. W tym właśnie trzeba mu pomóc.

W czasach lub miejscach, gdzie człowiek miał za zadanie zaadaptować się do prostego środowiska i społeczeństwa, dziecko było w stanie zdobyć wszystko, czego potrzebuje biegając swobodnie w wiosce, przyglądając się i uczestnicząc w życiu i pracy ludzi, którzy je otaczali.

Jednakże większości ludzi na świecie to doświadczenie życia w izolacji nie dotyczy. Z nadejściem nowoczesnych środków komunikacji dziecko z wioski również musi zaadaptować się do większego świata – nikt nie przewidzi, gdzie dziecko urodzone w  odległej od cywilizacji wiosce będzie faktycznie wiodło swoje życie.

Zatem dziecko potrzebuje zaadaptować się nie tylko do “tu i teraz”, do prostego życia, lecz także do skomplikowanego życia na świecie we wszystkich jego aspektach. Aby to zrobić, musi mieć możliwość eksplorować, poznać i wbudować w samego siebie wiedzę i umiejętności konieczne do pełni życia w szerszym kontekście. Do tego potrzebuje dodatkowej pomocy i tak dochodzimy do przedszkoli.

Edukacja przedszkolna

Te maluchy mają potencjał, aby osiągać wielkie rzeczy, lecz tylko wtedy będzie to możliwe, jeśli ich fundamentalne potrzeby znajdą zaspokojenie. Jeśli maluchy stłoczy się w budynkach, zabroni się im im eksplorować, być aktywnymi, porozumiewać się, jeśli zostaną unieruchomione i styranizowane przez dorosłych używających rózgi lub innej broni, ich zdrowie i rozwój poniosą jedynie szkodę, a my musimy pamiętać, że szkody te będą nieodwracalne.

Wszyscy wiemy, że to się dzieje – a nawet jest finasowane przez rządy i organizacje międzynarodowe. W imię praw kobiet i postępu gospodarczego tyle dzieci zmusza się, by spędzały całe dnie z niedokształconym personelem, w opłakanych warunkach, a my powinniśmy głośno protestować, gdyż żadna racja, finansowa czy inna, nie usprawiedlia zniszczenia, nawet częściowo, potencjału następnego pokolenia.

Jeśli zapewnienie dobrych warunków w przedszkolach, co tak naprawdę oznacza odpowiednio przeszkolonych dorosłych z wydolnym urzędem nadzorującym, który ich wesprze, jest niemożliwe, wobec tego w wioskach byłoby o wiele pożyteczniej puścić dzieci samopas, aby szły w pole z rodzicami i, jeśli to możliwe, zebrać je razem na pół godziny na mleko lub inny posiłek, jeśli jest dostępny. Przynajmniej ich psychika nie byłaby poharatana i mogłyby kontynuować eksplorację i aktywność w naturalnym otoczeniu.

Jeśli mamy mieć przedszkola, najpierw musimy mieć dorosłych, którzy:

  • kochają i szanują dzieci,
  • znają podstawowe potrzeby fizyczne i psychologiczne dzieci,
  • wiedzą, jak zapewnić środki do celowego działania z dostępnych na miejscu materiałów,
  • sami poznali otoczenie, ze wszystkimi jego kształtami, dźwiękami, fakturami, zwyczajami itp.
  • wiedzą jak dać dzieciom klucz do samodzielnej eksploracji.

To jest możliwe. Widziałam to w działaniu w najuboższych regionach, zarówno miejskich, jak i wiejskich.

Kosztowne budynki, meble i zabawki nie są konieczne, lecz odpowiednio wyszkolony personel i przełożeni – tak.

Gdy to się uda, gdy dzieciom zapewni się środki do spełnienia ich potrzeb, wtedy ich postępy są fantastyczne i naszym problemem jest to, jak wyszkolić dorosłych na wyższym poziomie, aby nie opóźniać rozwoju dzieci.

Koniecznie trzeba tu powiedzieć kilka słów o czytaniu, pisaniu i liczeniu. Obecnie stanowią nieodzowną część życia i są konieczne, a nawet podstawowe, aby w pełni poznawać otoczenie, które obejmuje także otoczenie przekształcone przez człowieka i jego osiągnięcia. 3-6-latki nie tylko są zdolne opanować te umiejętności, lecz także uwielbiają to robić.

Musimy tu jednak dodać surowe ostrzeżenie. Dzieci w tym wieku nie są gotowe do formalnej edukacji, formalnego nauczania, a jeśli zostanie im narzucone, wraz z unieruchomieniem itp., staje się szkodliwe dla ich całościowego rozwoju. Jednakże istnieje olbrzymia różnica pomiędzy formalnym nauczaniem a wiedzą i umiejętnościami, które mogą być zdobyte poprzez celowe działania i eksplorację specjalnie przygotowanego otoczenia.

Dzieciom w tym wieku można i powinno się pozwolić swobodnie eksplorować te i inne osiągnięcia człowieka.

Sześciolatki pokazały nam już, że są zdolne do następujących osiągnięć:

  • jest niemal całkowicie samodzielny fizycznie (toaleta, jedzenie, ubieranie, mycie, kąpiel, higiena nosa itp.)
  • potrafi przestrzegać planu dnia,
  • potrafi zaplanować swoje zajęcia w ciągu dnia w zakresie swoich możliwości i obowiązujących granic, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa i z uwzględnieniem rodzinnego lub szkolnego planu dnia,
  • potrafi zachować się w społeczeństwie z godnością i wykazać się inicjatywą,
  • jest gotów być posłusznym wobec rozsądnej prośby,
  • posiada dobrze rozwinięte poczucie odpowiedzialności,
  • jest gotów podjąć próbę rozwiązania problemu osobistego lub w sytuacji społecznej,
  • potrafi wyrazić się jasno w mowie, a także posiada żywy umysł, wykazuje zainteresowanie i ciekawość oraz rozwinął umiejętności konieczne do poszerzenia obszarów eksploracji.

Innymi słowy, ma potencjał, aby zyskać dostateczną pewność siebie i konieczne umiejętności do wyjścia na zewnątrz i poznawania szerszego świata:

  • potrafi czytać ze zrozumieniem i względną biegłością,
  • zna liczne opowiadania i wiersze,
  • zdobył solidne rozumienie czterech działań arytmetycznych (nawet w zakresie milionów) oraz innych podstawowych pojęć matematycznych,
  • potrafi napisać opowiadanie z dostateczną ortografią,
  • ma ładne pismo,
  • posiada podstawową wiedzę o życiu przyrody wokół niego,
  • posiada podstawową wiedzę o nauce, muzyce, sztuce oraz potrafi korzystać z prostej biblioteki oraz odpowiednich słowników i encyklopedii.

Jeszcze raz pozwolę sobie podkreślić, że uzyskanie tych osiągnięć dokonuje się w wolności poprzez aktywność i eksplorację, a nie przez formalne nauczanie.

Jeśli ten pierwszy okres życia po urodzeniu wykorzysta się w pełni, jeśli potencjał dzieci zrealizuje się w wyższym stopniu, nie tylko będziemy mieli bardziej wyważonych i harmonijnych dorosłych, lecz także problem analfabetyzmu znajdzie łatwiejsze rozwiązanie.

Gdyby dzieciom pozwolić nauczyć się czytać i pisać do wieku 6 lat, kiedy natura obdarzyła je szczególną wrażliwością na język, wtedy szkoła podstawowa mogłaby iść dalej, aby spełniać prawdziwe potrzeby 6-12-latków, które obejmują nauczenie się jak znajdować wiedzę oraz klucze do eksploracji tego, co niewidoczne.

Można nawet marzyć o tym, że przynajmniej w miastach zniknęłyby szkoły, jakie znamy, a zastąpiłyby je centra informacji, biblioteki, centra techniki i eksploratoria. Rewolucja w edukacji jest nieodzowna, jeśli mamy przygotować się na 21. wiek i mam wrażenie, że Trzeci Świat równie dobrze może być pionierem.

Podsumowanie

Aby zakończyć, niech mi będzie wolno zacytować dr Marię Montessori:

Ukazała się naszym oczom nowa postać. Człowiek, którego prawdziwa natura przejawia się w jego zdolności do swobodnego rozwoju, którego wielkość widoczna staje się, gdy tylko opada z niego jarzmo umysłowego ucisku, które ograniczało jego wewnętrzną pracę i przygniatało jego ducha.

Wobec tego utrzymuję, że wszelka reforma edukacji musi opierać się na osobowości człowieka. Człowiek sam musi stanowić centrum edukacji i nigdy nie wolno nam zapomnieć, że człowiek nie rozwija się tylko na uniwersytecie, lecz zaczyna wzrastać umysłowo w momencie urodzenia i czyni to z wielką intensywnością przez pierwsze trzy do sześciu lat życia. Temu okresowi, bardziej niż jakiemukolwiek innemu, koniecznie trzeba udzielić czynnej pomocy. Jeśli będziemy przestrzegać tych zasad, dziecko – zamiast być ciężarem – ukazuje się jako największy i najbardziej pocieszający z cudów natury. Spostrzegamy, że mamy do czynienia z nie tyle z bezradną istotą, jak puste naczynie czekające aż napełnimy je swoją mądrością, lecz z kimś o godności tym większej, im bardziej widzimy w nim budowniczego naszych własnych umysłów, kimś prowadzonym przez własnego, wewnętrznego nauczyciela, kto pracuje niestrudzenie w radości i szczęściu, zgodnie z precyzyjnym planem, kto konstruuje największy cud Wszechświata, istotę ludzką. My, dorośli, możmy tylko pomóc, aby ta praca biegła dalej, jak słudzy pomagają swemu panu. Wtedy stajemy się świadkami rozwoju ludzkiej duszy; pojawienia się Nowego Człowieka, który już nie będzie więcej ofiarą przypadków, lecz, dzięki jasności swej wizji, stanie się zdolny kierować i nadawać kształt przyszłości ludzkości.

Oryginalny artykuł jest dostępny na stronie Unesco. Prawa autorskie do powyższych utworów należą odpowiednio do ich właścicieli.

Continue Reading

W tym szaleństwie jest metoda, czyli co to jest Montessori

Maria Montessori in Casa dei Bambini

Maria Montessori z dzieckiem przy pracy z materiałem sensorycznym via MontessoriCentenary.org

Kiedy mówię, czym się zajmuję w życiu, słyszę często: “Wiem, Montessori! To taka nowość w przedszkolach. Ale o co w tym chodzi?” Pytanie dobre na egzamin, a jesteśmy przy szybkiej kawie. Ten tekst to moja próba przygotowania się na następny taki kawowy egzamin.

W Internecie można przeczytać, że Maria Montessori urodziła się w 1870 r. we Włoszech (prawda), że była lekarzem (też prawda) i że zaczęło się od dzieci niepełnosprawnych intelektualnie (zgoda). Ale to był zaledwie punkt wyjścia. Podsumować dzieło życia Marii Montessori w zdaniu: psychiatra potraktowała dzieci zdrowe jak chore – to według mnie jakby nazwać Leonarda da Vinci rysownikiem i autorem szkiców. Jest to oczywiście prawda, ale nie dotyka całości fenomenu tej osoby.

Maria Montessori zrobiła pewien eksperyment naukowy, który pozwolił nam zobaczyć, o co chodzi tak naprawdę dzieciom. Kiedy ludzie przychodzili do jej placówki, byli autentycznie zdumieni. Mówili: jak pani to robi, że te dzieci są takie spokojne i zadowolone? Chodzą uważnie i z upodobaniem rozwijają dywaniki, a potem wyjmują po jednym puzzlu z układanki? My też mamy własne dzieci, własne żłobki, przedszkola, szkoły i doskonale wiemy, że to nie może być normalne!

Dlatego opowiedziała o tym, jak to się stało, w 1909 r. w swojej pierwszej książce, której angielski tytuł tłumaczy się jako “Metoda Montessori” (możesz kliknąć i pobrać darmowego ebooka z Gutenberg.org). Już wtedy było wiadomo, że jej eksperyment z Casa dei Bambini jest jak najbardziej powtarzalny i to samo dzieje się już w różnych krajach.

Na to, że to nie może być normalne, Maria Montessori odpowiadała: Ależ to właśnie jest normalne. Dzieci same, z własnej inicjatywy biorą sobie z półki to, co je interesuje. Powtarzają to samo działanie nie tyle z uporem maniaka, co z fascynacją naukowca. Każde kolejne powtórzenie prowadzi do większej precyzji ruchu oraz poczucia: ja to potrafię. Dla dzieci jest to najbardziej normalna rzecz na świecie. Nikt im tego nie narzucił. To nie zewnętrzna presja, ale wewnętrzny proces normalizacji je do tego doprowadził.

W okrzyku: to nie jest normalne! – tkwi ziarno prawdy. Mówi to ktoś, kto posiada zmysł obserwacji i potrafi przyznać się przed sobą, że nie tędy droga. Bo ten ktoś już wie, że nie ma takich próśb, gróźb i socjotechnik, które zmuszą dziecko, aby wyjmowało po jednym puzzlu z układanki, jeśli ono samo nie znajduje w tym radości.

Byłoby wspaniale, gdyby rodzice i nauczyciele  montessoriańscy zawsze posiadali taki zmysł obserwacji i taką uczciwość poznawczą. Bo bywa i tak, że widzimy, że to się nie sprawdza, ale i tak powtarzamy wszystkie nieskuteczne metody wychowawcze świata: poprawiamy, upominamy, zwracamy uwagę. To działa co najwyżej na chwilę, a wtedy odwołujemy się do uczuć wyższych, obiecujemy nagrody, straszymy karami, szantażujemy emocjonalnie. I jesteśmy na koniec zaskoczeni, że spokojnych, zadowolonych dzieci jak nie było, tak nie ma.

Metodą skuteczną jest metoda Montessori, która nota bene , nie jest metodą o tyle, że nie służy tak naprawdę do tego, aby dorosłym pomóc uzyskać “idealne dzieci”, ale dzieciom rozwinąć swój potencjał. Dlatego wielu mądrych ludzi nazywa ją antropologią Montessori (z gr. anthropos – człowiek), bo mówi więcej o tym, co się dzieje z człowiekiem, niż jak wychowywać. Albo systemem pedagogicznym Montessori, bo jak w systemie solarnym, przekonanie, że to Ziemia jest w centrum (czyli pedagog wie najlepiej) czeka istny przewrót kopernikański.

Normalizacja jest jednym ze wskaźników, że metoda Montessori “działa”.  To znaczy, że jest skutkiem, a nie przyczyną. O prawdziwej przyczynie, absolutnej podstawie, Maria Montessori napisała więcej w 1916 r. w książce, której angielski tytuł tłumaczy się jako “Spontaniczna aktywność w edukacji”.

O spontanicznej aktywności dziecka Maria Montessori mówiła od początku – był to bowiem kluczowy warunek eksperymentu w Casa dei Bambini. Jak to się dzieje, że wśród dywaników, puzzli, ramek do zapinania, szorstkich liter i złotych perełek zapominamy o wolności dziecka?

Spontaniczność – to nic innego niż inicjatywa dziecka: ja chcę, mnie to interesuje, to do mnie mówi i sprawia mi radość. Spotykam wielu rodziców mądrych i wrażliwych, którzy uważnie obserwują swoje dziecko i tej spontaniczności chcą dać przestrzeń do działania. Spotykam wielu życzliwych nauczycieli, którzy z uśmiechem mówią: Dzień dobry, jak spędziłaś / spędziłeś weekend? Z czym będziesz dzisiaj pracować?

Jest w metodzie Montessori fundamentalny optymizm – przekonanie, że naprawdę da się w taki sposób być razem z dziećmi. Maria Montessori postulowała: maximum wolności i warunki, aby z tej wolności korzystało każde dziecko. Trzeba mieć tak głęboko zakorzeniony optymizm, żeby zadać niespełna trzylatkowi pytanie: Z czym będziesz dzisiaj pracować? – i uszanować jego wybór. Ale chyba jeszcze trudniej zadać to pytanie dziesięciolatkowi, gdzie w grę wchodzi podstawa programowa, testy i egzaminy.

Jeśli nasuwają się tu pytania: Czy to naprawdę tak dowolnie? Tak spontanicznie? A co się stanie, jeśli… – to bardzo dobrze. Zachęcam, żeby własne pytania potraktować poważnie i wyruszyć na poszukiwanie odpowiedzi. Zachęcam: przyjdźcie i zobaczcie placówkę montessoriańską. Porozmawiajcie z nauczycielami. Czytajcie to, co napisała Maria Montessori. Uczcie się od innych na warsztatach, kursach, konferencjach.

To jest właśnie to, co robią zawodowi montessorianie – napotykamy problemy i szukamy rozwiązań, dokształcamy się i spotykamy, by się wymieniać doświadczeniami. Odwiedzamy inne placówki i obserwujemy. Zapraszamy do siebie kolegów po fachu, aby nam pokazali, w którym miejscu warto spróbować inaczej.

Mamy zatem dwa podstawowe pytania. Pierwsze to pytanie do dziecka: z czym będziesz dzisiaj pracować? Drugie do nas, dorosłych: w jaki sposób pracować, aby była respektowana spontaniczna aktywność dziecka? I na to drugie pytanie odpowiada nam metoda Montessori. 

  Wcześniejsza wersja tego artykułu została opublikowana na stronie Metoda Montessori.

 

Continue Reading